Obserwując konta społecznościowe Lewisa Hamilton (FB, Instagram, Snapchat, Twitter) można zacząć się zastanawiać, kiedy ten facet miał czas, by zostać trzykrotnym mistrzem świata F1?! Brytyjski kierowca, niczym prawdziwy celebryta, nieustannie dzieli się z nami obrazkami z codziennego życia, jak i osobistymi przemyśleniami, które często nijak się mają do uprawianej przez niego dyscypliny sportu. Dlaczego Hamilton tak bardzo upodobał sobie media społecznościowe? Oto jego bardzo wyczerpująca wypowiedź na ten temat.
Okno w moim życiu
Niektórzy z was pewnie zauważyli, że bardzo często publikuję w mediach społecznościowych zdjęcia siebie albo tego co robię. Stwierdziłem, że warto wyjaśnić dlaczego tak postępuję. Myślę, że to bardzo smutne jak szybko ludzie potrafią kogoś zaszufladkować. Czasem jest tak, że jak robisz jedną rzecz, to zawsze powinieneś robić już tylko to. To szczególnie złe w F1 -to trochę jakby każdy oczekiwał, że powinienem być jak James Hunt albo jakiś inny koleś, który kiedyś się ścigał. Ale ja nie jestem jak on albo ktoś inny. Ludzie zapamiętają mnie jako pierwszego czarnego kierowcę w F1, więc z założenia muszę być inny niż wszyscy kierowcy. Publikuję tyle zdjęć, bo prowadzę bardzo zapracowane życie. Cały czas robię interesujące rzeczy albo poznaję nowych ludzi. Jestem szczęściarzem, że mogę robić to, czego normalni ludzie nigdy nie doświadczą. Chcę wszystko uchwycić i pokazać ludziom jak to jest. Tak naprawdę wszystko zaczęło się po imprezie z okazji 90 urodzin Nelsona Mandeli w Londynie. Po mojej lewej stronie siedziała Oprah Winfrey, a po prawej Chelsea Clinton. Mandela był dwa siedzenia dalej. Poznałem Billa Clintona, Willa Smitha i Denzela Washingtona, którego jestem wielkim fanem. Z nikim nie zrobiłem sobie zdjęcia. W ogóle przez cały dzień nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Bardzo żałuję, że nie uwieczniłem tych chwil i chciałem, by w pobliżu był ktoś, kto mógłby się tym zająć, podczas gdy ja nawet o tym nie myślę i mogę być skupiony na tym, co dzieje się w danym momencie. I nie chciałem, by był to tylko fotograf, ale dobry przyjaciel, z którym mógłbym po prostu fajnie spędzać czas.
Źródło: www.lewishamilton.com
Tak też się stało: Lewis znalazł przyjaciela od social media. Nazywa się Daniel Forrest (w przemyśle muzycznym znany jako Spinz Beats) i podąża za Lewisem po całym świecie dokumentując jego poczynania. Sam o sobie mówi "Podróżnik w dzień, producent [muzyczny] nocą". Razem pracują też nad muzycznymi dokonaniami Hamiltona, co jeszcze bardziej zacieśnia ich znajomość. W ten sposób brytyjski kierowca nieustannie może nas raczyć obrazkami ze swojego życia. Na pewno jest mu jednak smutno, że Bernie zakazał nagrywania snapów z padoku F1...